Zaczynało braknąć mu sił, ale wiedział że zatrzymanie się będzie jedno znaczne z oddaniem się w ręce swojemu przeznaczeniu czyli śmierci. Więc zaciskając zęby i pięści biegł dalej.
Gołymi stopami uderzał o wybrukowaną alejkę miasta. Specjalnie omijał główną drogę by nie zostać złapany, ale ucieczka tylną alejką nie przeszkadzała w pogoni jego oprawcą.
Nagle z zakrętu wyszło dwóch rycerz z krzyżami na tarczach.
Chłopak zanim ci się zorientowali przeskoczył nad nimi. Sam nie wiedział gdzie biegnie w głowie miał tylko jeden cel czyli uciec jak najdalej stąd.
Na jego drodze ponownie pojawili się rycerze tym razem w większym gronie. Chłopak nie był już w stanie ich przeskoczyć, więc zatrzymał się raniąc przy tym swoje pięty, i szybko zawrócił w drugą stronę. Mimo to daleko nie pobiegł, przy pierwszym zakręcie został złapany przez jednego z rycerzy który z miejsca kopnął go obitym w stal butem łamiąc przy tym jego nogę.
Chłopak wrzasnął, rozdzierając jak szeroko usta. Rycerz uwolnił z uścisku, a ten padł na ziemię, trzymając się za nogę z której szybko wypływała krew.
Chłopakowi robiło się nie dobrze gdy patrzył na kość która rozerwała jego ścięgna i skórę.
-Ty !
Warknął chłopak do rycerza uśmiechającego się szyderczo.
Przeturlał się na brzuch starając się podnieść, opierając się ręką o ścianę utrzymał równowagę aż rycerz nie wyciągnął miecza z pochwy i nie przeciął w poziomie jego gardła.
Chłopak ręką którą się podbierał chwycił za rozcięte gardło i ponownie wylądował na ziemi. Tym razem nie był w stanie już się podnieść, zdawał sobie z tego sprawę, ale i tak nie wypuszczał noża z dłoni.
Chłopak został w końcu otoczony przez pozostałych rycerzy którzy zaczęli go kopać i przebijać jego skórę ostrzami mieczy.
Kiedy postanowili przestać chłopak już był martwy, leżał na ziemi z połamanymi żebrami które poprzebijały płuca i serce.
Jego usta napełnione były krwią ze zniszczonych płuc.
Ręce powykręcane były w różne strony a jego oczy beznamiętnie patrzyły na szare zimowe niebo z którego zaczęły spadać płatki śniegu.
Nie spodziewanie z za pleców rycerzy wyszło pytanie.
-Ładnie to się znęcać nad słabszymi ?
Rycerze zwrócili swe spojrzenia ku stojącemu za nimi chłopcu z kapturze pod którym widoczne były tylko jego fioletowe oczy.
Jeden z rycerz wystąpił przed szereg, i zaprezentował swoje mieniące się śnieżno białe skrzydła.
Lucyfer dotychczas kryjący się pod kapturem ściągnął go z głowy. Ukazując swoją ucieszoną twarz.
Znienacka wyskoczył do przodu, i pojawił się w pomiędzy rycerzami trzymając w rękach oderwaną od korpusu głowę anioła.
-Ups. Chyba go popsułem.
Powiedział próbując powstrzymać śmiech. Zanim rycerze zdążyli się zorientować wszyscy już nie żyli, a płatki śniegu rozpuszczały się w ich gorącej krwi.
Lucyfer ukląkł przy zwłokach chłopaka. Położył rękę na jego połamanym mostku, który rozbłysł na fioletowo.
Żebra chłopaka zaczęły układać się w naturalny porządek, ręce się prostować, a oczy odzyskiwać barwę.
Jak tylko odzyskał przytomność zerwał się do siadu. Położył dłoń na purpurowych włosach, czując ostry ból głowy. Spojrzał nie świadomie na chłopaka przed nim, był od niego młodszy, wyglądał mu na 13-14 lat. Wgapiając się w lucyfera oczami zielonymi jak letnia trawa spytał.
-Kto ty ?!
-Heh. Jesteś dość bezpośredni, mam na imię Lucyfer.
Fioletowooki przedstawił się z radosnym uśmiechem pomimo krwi spływającej po ścianach ich otaczających, ale chłopak nie zwracał na nie uwagi gdyż cały czas podejrzliwie obserwował Lucyfera.
-Anter.
Odpowiedział marudnie. Lucyfer spojrzał w szare chmury przysłaniające niebo.
-Gonili cię za zabójstwo. Prawda ?
-...
-Nie bój się nikomu nie powiem. A więc ?
-Tak. Zabiłem ... jednego z ich rycerzy ...
-Niesamowite !-Lucyfer zerknął na ostrze leżącego koło chłopca-Zabiłeś go tamtym nożem ?.
Chłopak przytaknął przytulając się do swoich nóg.
Źrenice Lucyfera rozszerzyły się z zaciekawienia, zwolnił zaczepy swojej peleryny, i ściągnął ją z pleców, a zarzucił na zielonookiego.
-Mamy początek zimy, a ty nawet nie masz na sobie butów.
Stwierdził opatulając go dokładnie. Anter nie sprzeciwiał się temu siedział lekko zarumieniony, ocierając o siebie swoje stopy. Wymamrotał patrząc w krew na bruku.
-Dzięki...
-Przyznam szczerze. Myślałem że tutaj rzadko pada w zimie.
-Tak... Śnieg tutaj to rzadkość. Nie będzie ci zimno ?
-Nie martw się o to. Ja już się ogrzałem.
Anter uspokojony oparł się o ścianę i wtulił się jeszcze bardziej w ciepłą pelerynę lucyfera.
-Anter. Jesteś jednym z buntowników, co nie ?
Chłopak nagle otrzeźwiał, i spojrzał pytająco na Lucyfera.
-Skąd ty ...
-Dziwne by było gdybym o was nie słyszał. Osoby jawnie sprzeciwiające się religii są prawdziwą rzadkością. A właśnie.
Anter. Pomożesz mi w walce z aniołami ?
Po słowach Lucyfera zapadła cisza przeszyta świtem zimnego wiatru z za jego pleców. Wraz z wiatrem pojawiła się zgrabna kobieta o ciemnej karnacji i złotych oczach ubrana w białą szatę ściskającą pulchne piersi rozmiar E. Klęknęła za plecami fioletowookiego na jedno kolano
-Panie Lucyferze. Armia już przybyła.
Oznajmiła chyląc czoła przed Lucyferem, który odwrócił się do niej i polecił radosnym tonem.
-Dziękuję Astaroth. A teraz dołącz do nich, i przekaż by trzymali się w 2-3 osobowych grupkach dla bezpieczeństwa.
-Tak jest Sir.
Kobieta stanęła do pionu, spojrzała kontem oka na chłopaka owiniętego peleryną lucyfera, i uśmiechnęła się lekko po czym zniknęła wraz z podmuchem wiatru. Zaraz po jej zniknięciu Anter spytał bez ogródek.
-O jaką armie chodziło tej kobiecie ?
Lucyfer odwrócił się twarzą ku swojemu rozmówcy.
-O moje legiony. Właśnie czekają przed bramą tej stolicy. Zamierzamy oczyścić to miejsce z aniołów.
Wyjaśnił kładąc ręce na biodra i szczerze uśmiechając się do chłopaka.
W ten tuż pod niebem zaczęła przelatywać armia Lucyfer, ozdabiając pochmurne niebo.
-Anter. Powiedz, chciałbyś walczyć u mojego boku jako generał ?
-Tak.
Szybko odpowiedź chłopaka nieoczekiwanie zdziwiła Lucyfera, ale jednocześnie go ucieszyła. Wyciągnął w stronę zielonookiego rękę i zaczął czochać jego włosy.
-Ej co ty robisz ?!
-Nic. Po prostu jestem szczęśliwy !-Odkrzyknął. Po czym pomógł chłopakowi wstać-Jeśli chcesz dołączyć do mojej armii musisz porzucić swoje imię i przybrać nowe. Co myślisz o "Baal'u"
-Nie podoba mi się.
-Szkoda. Że już się przyjęło Baal.
-Co ? Ale powiedziałem...
Lucyfer złapał jego wargi i ścisnął razem.
-Twoje usta mówią nie, ale oczy mówią tak.
Wyjaśnił z jednocześnie radosnym jak i strasznym wyrazem twarzy.
W przeciągu godziny anioły został wyplenione z Atlantydy. Ulice spłynęły ich krwią i białymi piórami.
Lucyfer z Astaroth, i Baal'em u boku stał w budynku wcześniej należącym do króla Atlandyty. Lucyfer zaczesał włosy za lewe ucho i oznajmił.
-Poszło łatwiej niż myślałem.
Astaroth zaśmiała się pod nosem, i odpowiedziała Lucyferowi.
-Czego można było się spodziewać. Nasza armia jest dwu krotnością tej którą pokonaliśmy.
Stwierdziła opierając się o kamienną kolumnę.
Baal siedząc na podłogę przeżucał wzrok z Lucyfera na Astaroth, nie starając się tego ukryć.
-O co chodzi Baal ?
Spytała Astaroth, wiedząc jak nowe imię irytuje Baal'a.
-O nic. Rozmawiacie o tym dość swobodnie.
-A dlaczego nie. W końcu wygraliśmy, przy 1 straconym żołnie...
Astaroth zamilkła i zadarła głowę do góry, tak samo jak Lucyfer i Baal.
-Astaroth ! Przenieś jak najwięcej osób jak najdalej stąd !
-Tak !
Odkrzyknęła i zniknęła. Lucyfer rzucił się do niewiedzącego co się dzieje Baal'a. I chwycił go za rękę.
Zostali przeniesieni na otwarte morze. Wysoko nad taflą wody. W oddali widać było Atlantydę. I wiszącego w powietrzu uskrzydlonego mężczyznę o długich włosach powiewających na wietrze. Posiadał on 3 pary skrzydeł. I prężył cięciwę srebrnego łuku celując błyszczącą strzałą w budynek w który wcześniej przebył Lucyfer i jego generałowie.
Strzała wystrzeliła a w otoczeniu Baal'a i Lucyfera pojawiła się armia Lucyfera wraz z Astaroth.
Na ich oczach strzała wywołała ogromny wybuch tworząc jasną kopułę przypominającą słońce. Płatki śniegu zostały od niej odrzucone podmuchem wiatru. Gdy kopuła zniknęła ich oczom ukazała się ogromna wyrwa w centrum Atlantydy, która powoli zatapiała się w w wodzie zabijając jej mieszkańców. Baal, zacisnął zęby i odwrócił wzrok, powstrzymując łzy.
Astaroth zwróciła się do Lucyfera ze zmartwioną miną.
-Panie co mamy robić ?
Lucyfer przez chwilę milkł ślepo wgapiając się w zalewaną Atlantydę.
-Wycofujemy się. On i tak już ucieka ... Straty się powiększyły ?
-Nie. Zdążyliśmy przenieść wszystkich.
Odpowiedziała rozczulonym głosem, patrząc jak Baal ściska rękę Lucyfera. Odwróciła się do żołnierzy, i wydała rozkaz odwrotu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz