sobota, 17 października 2015

Belzebub część 2 (Spojrzenie w przeszłość)

-No i siup!
Krzyknął Belzebup przeskakując z jednej zamkowej wierzy na drugą.
Belzebup będący małym chłopcem o zielonych włosach i niebieskich oczach który już po jednym dniu swojego życia uzyskał tytuł pierwszego demonicznego szlachcica, najważniejsze demoniczne dziecko zamieszkujące demoniczny kontynent.
Chłopiec ten był nie możliwe dzikim urwisem przepełniony energią życiową. Chłopiec bez trudu skakał po dachach, będąc gonionym przez dziesiątkę swoich opiekunek, nie ważne jakby kobiety chciały by go podejść, bądź otoczyć on zawsze wyszukiwał szczeliny w ich formacjach.
 -Paniczu! Niech się pan zatrzyma!
Jęknąła desperacko jedna z opiekunek, starając się dorównąć kroku pozostałym.
 -Nie ma mówy! Myłem się wczoraj!
Odparł chłopiec nim podwoił swoją prędkość. W końcu zesoczył z dachu lecąc z ekscytacją kilkanaście metrów na sekundę ku brukowi. Chłopiec nie spodziewanie został przechwycony w locie przez Baal'a który z nikąd pojawił się za jego plecami, łapiąc Belzebuba pod swoją pachę.
 -Wujek Ball!
Krzyknął radośnie na widok mężczyzny.
Wylądowali w zwolnionym tępie na ziemi, jednak Baal nie opuścił chłopca na ziemie.
 -No to teraz idziemy się kąpać.
Zadecydował mężczyzna z szarlatańskim uśmiechem na twarzy. Belzebub jak tylko to usłyszał zaczął się na próżno wyrywać.
 -Co jest, nie chcesz się ze mną wykąpać? A może wolisz z wyjkiem Dantalionem?
 -Nie! Kiedy wujek wchodzi do wody, to jest gorąco jak w piecu!
 -No widzisz, więc idziesz ze mną bez sprzeciwu.
Chłopiec opadł z sił, i zawisł w ramionach Baal'a jak bezwładna lalka.
Po półgodzinie kąpiel dobiegła końca, a Baal wraz z Bellem zasiedli na salonowej kanapie dokładnie na wprost nieczynnego kominka.
 -Powiesz mi teraz dlaczego omijasz Lucyfera?
Zagadał do chłopca siedzącego w pozycji embionalnej po drugiej stonie kanapy.
 -Wcale go nie omijam...-Wymamrotał wstydliwie.
 -Ach tak? Wydawało mi się że jest inaczej, nawet nie przejdziesz skrzydłem zamku w którym mieści się jego pokój, a jak zobaczysz go gdzieś w oddali sam uciekasz do swojego pokoju. Powiedz o co chodzi.
Belzebub zaczął wiercić się w miejscu, pokazując jak ta rozmowa jest dla niego krępująca.
 -No bo... on mnie chyba nienawidzi!
Wykrzyczał czując krótki przyrost odwagi. Jednak zamknął się w sobie po zobaczeniu zdziwionej twarzy Baal'a.
 -Pogieło cię?! Nie mów takich głupot, kiedy nie znasz całej prawdy!
Wrzsnął nieco zbulwersowanym tonem.
 -Nie muszę wiedzieć nic więcej, od razu widać że mnie nie lubi!
 -Zamknij się! To dla ciebie Lucyfer stworzył ten kraj!
Wrzasnął na chłopca, dopiero po chwili rozumiejąc że powiedział coś czego Lucyfer zabronił mu wyjawiać.
 -Co?
Spytał zbity z tropu Bell. Ball nie wiedząc co robić, chwycił go za ramię i przeteleportował do komnaty Lucyfera, padając po tym bezsilnie na kanapę. Lucyfer będzie zły... wyjęczał w myślach.
Tym czasem Bel spadł z chukiem na łóżko Lucyfera, który siedząc przy biurku do łóżka odwrócony plecami wzdrygnął się wyczuwając obecność Bel'a.
Chłopiec siedząc w samych majtkach na łóżku rozejrzał się dookoła po komnacie, którą widział pierwszy raz na oczy.
 -Belzebub? Co tu robisz?
Spytał zaciekawiony tym zjawiskiem Lucyfer. Jednak chłopiec będąc speszony sytuacją siedział niemo. Westchnął Lucyfer po czym zajrzał w myśli chłopca.
"Ale on straszny... Może wyskoczę przez okno... O co chodziło wujkowi z tym stworzeniem dla mnie kraju?..."
Lucyfer, zacisnął zęby i złamał pióro w palcach, wstał z krzesła i podchodząc do dzieciaka powiedział.
 -Więc Baal wszystko ci wygadał, co? Właściwie to i tak miałem zamiar ci powiedzieć w 15 urodziny, może to lepiej że stało się to szybciej.
Zaczął łagodnie siadając przy skameniałym chłopcu, odgarnął włosy ze swojego czoła jak i tego Belzebuba, stykając je delikatnie.
Przed oczami Bel'a przeleciały wszystkie wydarzenia od rozmowy jego matki z Astaroth do jego narodzin. Następnie ukazało mu się...
"Natrętny ból głowy, to jedyne co czuł Lucyfer w momencie przebudzenia, zaraz po otwarciu oczu podniósł się w łóżku do siadu łapiąc się w pierwszej chwili za czoło pod któego skurą wyczuwał pulsujący ból. Rozejrzał się po swoim pokoju, w pierwszej chwili nikogo nie dostrzegł, aż nie opuścił wzroku i nie dostrzegł śpiącego Dantaliona. Chłopak siedział na podłodze jednocześnie trzymając twarz na rękaw założonych na łóżko. Lucyfer lekko uśmiechnął się pod nosem i pogłaskał go po głowie, po czym ostrożnym ruche przeskoczył nad Dantalionem. Lucyfer chciał wiedzieć co się stało z uwagi na jego dziurę w pamięci której wypłnienie równało się z silniejszym bóle głowy, jednak nie chciał budzić słodko śpiącego Dantaliona. Tak o więc wyszedł na z pokoju na pusty korytarz, dopiero tam orientując się że nie schował swoich służbowych skrzydeł, rozprostował je na chwile czując jakie są odrętfiałe był to powód dla którego wyciągnał je tylko do walk, po czym je ukrył.
Ruszył wolnyk krokiem w zdłuż korytarza ledwie utrzymując równowagą, po dziesięciu matrach Lucyfer zatrzymał się przy oknie, oparł się o parapet no i wyjrzał w odległy krajobraz,
przez chwile zachłystnął się pięknym widokiem aż ktoś nie stanął za jego plecami, chłopak odwrócił się nerwowo a tam ujżał uśmiechniętego Baal'a.
 -Cieszę się że już wstałeś.
Powiedział w perwszej chwili uśmiechając się od ucha do ucha.
Lucyfer spojrzał mu w oczy, patrząc się w nie dokładnie.
 -Co się stało?
Spytał wyczuwając maskę na twarzy Baal'a.
 -Ech... Nic ci nie umknie, co nie? Chodź za mną.
Polecił mu Baal'a którego magnetyczny uśmiech znaczącą osłabł.
Lucyfer udał się w jego ślady, przeszli kilka korytarzy aż Baal zatrzymał się za zakrętem.
 -O co chodzi?
Spytał zdezorientowany Lucyfer. Patrząc na garbiącego się mężczyznę.
 -Powiedz... ty nic nie pamiętasz, prawda?
 -Nie za bardzo.
Odparł Lucyfer na co jego towarzysz westchnął.
 -Lilith i Szatan nie żyją.
Wymamrotał a Lucyfer spojrzał na niego przerażony w jednej sekundzie wszystkie jego wspomnienia, uczucia wróciły.
Nogi chłopca ugieły się, lecz on sam nie pozwolił sobie się przewrócić.
 -Już pamiętam... możemy iść dalej.
Rozkazał bezbarwnym tonem głosu, przeszedł parę kroków i udeżył w plecy nieruchomego Baal'a który dopiero po chwili ruszył dalej.
Weszli do pokoju, przed którego drzwiami stały dwa uzbrojone demony, stali sztywno gdy generał i król przeszli obok nich.
W pokoju na samym środku stali Salomon i Astaroth otaczający drewnianą kołyskę.
 -Dzień dobry.
Przywitał się Lucyfer kierując wzrok zebranych na siebie.
 -Już się obudziłeś Lucy.
 -Dzień dobry.
Odpowiedzieli. Lucyfer nie pewnie zbliżył się do kołyski w którym leżało niemowlę zawinięte w kocyk. Jego zielone włoski i niebieskie oczka były dokładnie takie jak u jego rodziców.
Lucyfer opierając się o kołyskę patrzył na szczerze uśmiechnięte niemowlę.
 -Jak ma na imię?
Spytał w pierwszej kolejności kiedy dziecko spojrzał na niego błękitnymi oczyma.
 -Belzebub. Lilith powiedziała że chciała go tak nazwać.
Po słowach Astaroth w pokoju rozbrzmiał głos świersza, nie była pewna dlaczego, ale nie przykuła do tego większej uwagi.
 -Jak długo spałem.
Spytał nie odrywając wzroku od dziecka.
 -Dokładnie 2 dni. Zniszczenie bramy na prawdę cię osłabiło.
Odpowiedział na jego pytanie Salomon.
 -Astaroth ile od tamtego czasu było ataków?
 -20. Atakują w małych grupkach z kilku stron na raz, jednak wszystkie ataki zostały odparte.
Lucyfer pokiwał głową, podniósł wzrok i spojrzał ślepo w okno.
 -Chcą go dopaść. Prawda?-Spytał, lecz nikt nie chciał odpowiedzieć, żal i litość wzięły nad nimi górę.-Więc jednak... dobrze, może cie zostawić nas samych?
Jego pytanie nie co rozproszyło zebranych, ale przystali na prośbę Lucyfera i wyszli.
Lucyfer wyciągnął rękę do Belzebuba który chwycił mocno jego palec, śmiejąc się radośnie zarażając tym Lucyfera.
 -Nie wiesz tego, ale twoi rodzice byli wspaniałymi ludźmi, mam nadzieję że ty też będziesz... 4 generale Belzebubie.
Przedstawił go przypominając sobie moment w którym Lilith podeszła do niego z pytaniem. "Panie Lucyferze, gdyby miał pan syna jakby go pan nazwał?" Pomimo takiej oczywistej aluzjii chłopak nie domyślił się powodu zadania przez Lilith ów pytania.

W tym czasie na korytarz trójka wcześniej zajmująca pokój dziecka rozeszła się po korytarzu. Astorath przeższła kilka metrów z kamienną twarzą, by po upewnieniu się że nikogo nie ma na jej drodzę, przechyliła się na bok uderzając o ścianę i upadając na podłogę. Z oczu po policzkach popłynęły jej łzy, zagryzła dolną wargę by powstrzymać się od szlochu.
"Nie dam rady... Nie uda mi się wychować dziecka" Powtarzała w myślach, przypominając sobie nie winną twarz niemowlęcia a przez to twarz jego rodziców..."

Belzebub po zakończeniu projekcji wspomnień odsunał sie jak poparzony z nieświadomie płynącymi łzami.
 -Co to ... było?
Spytał z wytrzeszczonymi jak żaba oczami.
 -To twoja historia, możliwe że przez przypadek zobaczyłeś fragment widziany przez moje trzecie oko, ale to mało ważne. Wiedz jedno... W razie potrzeby obronię cię chociaż by oddając przy tym własne życie.
Wyjawił mu uderzając pięścią w klatkę piersiową, co podkreśliło sens jego wypowiedzi. Jednak Belzebub będący zgarbiony nad pierzyną wymamotał.
 -Nie...-Dotychczas zwieszoną głowę zadarł na wysokość twarzy Lucyfera, pokazując mu łzy spływające po jego twarzy.-To ja cię obronię... Wujku!
Po tych słowach zielono włosy zawisł na szyi Lucyfera, nie mając zamiaru zwolnić swojego uścisku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz