sobota, 17 października 2015

Dantalion (Upadła wieża)

Wojska Lucyfera zaczęły gromadzić się na wzgórzu w pobliżu miasta w którego centrum wznosiła się gigantyczna wieża której szczyt znikał w chmurach.
U stup wieży mieściło się miasto pełne rycerzy, patrolujący zaniedbane i poniszczone ulice. Całe miasto przypominało zrujnowane slamsy.
Lucyfer stał na urwisku spoglądając bezbarwnie na ponure miasto.
Za jego plecami stali ubrani w pół zbroje, Baal, Astaroth i Szatan. Oczekujący na rozkazy Lucyfera. Szatan zniecierpliwiony tym czekaniem, zagadnął do Lucyfera.
 -Ej Lucyfer, na co czekamy ?
Lucyfer odwrócił się i uśmiechnął.
 -Czekamy na odpowiedni moment.
 -W sensie jaki ?
 -Powiem wam jak już nadejdzie.
Oparł Lucyfer, dostrzegł piękną kobietę o krótkich średniej długości ciemno zielonych włosach i oczach odcienia seledynu.
Poklepała Szatana lekko po ramieniu, by ten na nią spojrzał.
Odwrócił głowę i odpowiedział na jej zaczepkę.
 -O co chodzi ? Lilith ?
 -Wszyscy są już gotowi do ataku.
Oznajmiła z uroczym uśmiechem na twarzy. Szatan odwzajemnił jej uśmiech po czym odpowiedział.
 -Dziękuję. Dobrze się spisałaś.
Lucyfer, podszedł do Lilith i Szatana z przyjemnym wyrazem twarzy.
 -Witaj Lilith, dawno się nie widzieliśmy.
 -Och, lord Lucyfer. Miło pana widzieć.
 -Ciebie również. Ponoć dobrze się spisujesz w legionie Szatana.
 -Mam nadzieję. Jest dość nie ostrożny, no i wiele trzeba po nim sprzątać. Ale ogólnie jest dobrym generałem.
Szatan stojąc pomiędzy Lucyferem a Lilith wrzasnął przysłaniając pięścią usta, uświadamiając im że stoi między nimi.
 -Spokojnie Szatan, wszyscy wiedzą że jesteś nie dokładny. Każdy ma swoje wady. Na przykład Lilith jest narwana.
Po słowach Lucyfera, Lilith zarumieniła się, i zniknęła w tłumie. Kiedy zniknęła, Szatan zaśmiał się, głośno.
 -Dobrze tu ująłeś.
Przyznał, oglądając się za Lilith. Astaroth i Baal obserwując tą sytuację z boku uśmiechali się, wszyscy dobrze znali Lilith jako prawą rękę Szatana, i prawdziwa piękność.
Lucyfer zwrócił się do trójki swoich generałów.
 -Słuchajcie. Powtórzę jeszcze raz. Waszym zadaniem jest pokonanie jak największej liczby aniołów, do puki nie zniszczę wieży która jest bramą dla aniołów. Jeżeli spotkacie jakieś dzieci, niech ktoś zabierze je za miasta, na ten klif. W porządku ?!
 -Tak
Cała trójka generałów potwierdziła jednomyślnie, po czym za pozwoleniem Lucyfera, oni jak i cała armia wyruszyli na Babel.


Po krótkim czasie walki przewaga leżała po stronie armii Lucyfera choć on sam nie zadał ani jednego ciosu.
W pierwszej linii walczyli generałowie, Baal używając swojej techniki perfekcyjnego parowania ciosów swym długim ostrzem. Odbijał każdy atak zadany w jego kierunku.
Szatan kontrolujący błyskawice które wypuszczał ze swojego ciała, smażył swoich przeciwników.
No i Astaroth walcząca przy pomocy swojej szpady rozcinała swoich wrogów na pojedynczego kończyny.
Wśród nich prawie że na równym poziomie walczyła Lilith, z jej nerek rozpościerały się szerokie nietoperze skrzydła. Dzięki którym kontrolowała powietrze w okół siebie tworząc z niego ostre kosy którym towarzyszyły głośne świsty.
Lucyfer ze swymi rozstawionymi czarnymi skrzydłami przelatywał jak burza uliczkami miasta.
Zatrzymał się gdy dostrzegł pół żywego chłopca obok którego stał zdyszany anioł.
Lucyfer znienacka kopnął go głowę tym samym urywając ją i niszcząc za jej pomocą ścianę pobliskiego budynku.
Chłopiec rzygnął krwią, i z trudem podniósł powieki odsłaniając szkarłatne oczy.
Spojrzał zmęczonym wzrokiem na Lucyfera, wyciągającego miecz z jego ciała, gdy tylko go wyjął chłopiec padł w ramiona Lucyfera. Lekko przeniósł głowę chłopca na swoje kolana, a swoją dłoń na jego klatkę piersiową wywarzając pod swą dłonią fioletowe światło. Chłopiec otworzył oczy nie podnosząc głowy z kolan Lucyfera spytał.
 -Kim jesteś ?
 -Nic nie mów i niczym się nie martw. Zaraz cię stąd zabierzemy.
Chłopiec słysząc to podniósł się z ziemi i odparł klęczącemu Lucyferowi.
 -Nigdzie nie idę ! Zostanę tu i będę walczył !
Lucyfer zaintrygowany wgapiał swój wzrok w chłopca.
 -Ale jesteś dzieckiem, nie możesz walczyć z aniołami.
 -Nie jestem dzieckiem ! Mam już 15 lat ! Po za tym ty też jesteś jeszcze dzieckiem.
Lucyfer wyraźnie poirytowany stanął na przeciw chłopaka, i w jednej dłoni ścisnął mu policzki. I przemówił do niego przeraźliwym tonem głosu.
 -Słuchaj no tu mnie. Jestem o wiele starszy od ciebie. Jasne ? A teraz słuchaj. Moi ludzie zajmą się tym miastem, ty i twoi koledzy będziecie bezpieczni, ale musicie stąd uciekać.
Chłopak uważnie słuchał słów Lucyfera, ale kiedy ten skończył mówić. Chłopak wyrwał się z uścisku.
 -Nie ma mowy ! Będę walczył, i zamszę się na tych aniołach !
Lucyfer stał jak wryty przez słowa dzieciaka. W tak młodym wieku miał w sobie potężną energię która pozwalała mu na zostanie generałem.
 -Jak masz na imię ?
 -... Nie mam ...
 -Co ? Jak to ?
Chłopiec spuścił wzrok, i zaciskając pięści wyznał.
 -W tym mieście nie nadają nam imion. Ściągają nas tu kiedy umiemy mówić i chodzić. Tych słabszych fizycznie zabierają do wieży. A tych silniejszych szkolą na rycerzy, mimo to wielu umiera podczas treningu albo z powodu choroby ... przez nich ... przez nich zabiłem wielu swoich przyjaciół ! ...
Chłopiec zaczął ocierać oczy z napływających do nich łez.
Wyjaśnienie chłopca zszokowało Lucyfera. Objął w mocnym uścisku chłopca, głaskając po brunatnych włosach szepnął do jego ucha.
 -Dantalion, tak się nazywasz. Zrozumiałeś ?
Chłopiec w milczeniu pokiwał głową. Lucyfer odsunął się od chłopca, i podszedł do miejsca w którym po chwili wylądował Szatan.
 -O co chodzi ?
Spytał, dysząc i odgarniając włosy z twarzy. Lucyfer wskazał na chłopaka za nim i polecił Szatanowi.
 -Już prawie koniec. Więc zrób coś dla mnie. Weź tego dzieciaka, i pokaż mu jak walczyć.
 -No dobra.
 -Tylko pilnuj go.
 -Tak, tak.
 -W porządku. To ja lecę zrobić swoje.
Stwierdził po czym wystrzelił z ziemi. Leciał jak strzała przez całe miasto mijając swoich towarzyszy i wrogów.
Zatrzymał się przed wieżą Babel. Położył na niej dłoń tworząc pod nią ogromną wyrwę na połowę szerokości wieży.
Wyrwa zakłucia równowagę wieży, przez co ta zgięła zaczęła pękać, a jej fragmenty spadać na miasto pod nią.
Lucyfer odleciał sprawdzając między czasie czy jego armia na pewno się wycofała.
Wylądował na klifie gdzie wszyscy już na niego czekali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz