Miesiąc później odbył się wielki bankiet zorganizowany za pomocą Salomona, w jego pałacu.
Zostali zaproszeni najważniejsi mieszkańcy Izraela jak i najważniejsze demony.
Astaroth stała przy stoliku a u boku Lilith.
-Idź i w końcu mu powiedz.
Astaroth Szepnęła swojej przyjaciółce do ucha. Na co ta zestresowana odpowiedziała.
-Ale teraz jest za dużo osób.
-Posłuchaj, zaczyna ci rosnąć brzuszek w końcu sam się domyśli. Po za tym Salomon zorganizował ten bal tylko po to byś mu o wszystkim powiedziała.
-Ale ...
-Dziewczyno ! Ogarnij się i mu powiedz mu o wszystkim.
Astaroth złapała Lilith za rękę i pociągnęła do pleców Szatana stojącego na środku sali. Szturchnęła Szatana lekko w plecy, po czym zniknęła zostawiając tam samą Lilith.
Kiedy Szatan się odwrócił Lilith stała zestresowana.
-Lilith. Dobrze się bawisz ?
-T-Tak. Chciała bym ... Chodź ze mną.
Lilith złapała jego ramię i zaczęła ciągnąć go za sobą aż do ogrodu połączonego z salą balową. Ogród umieszczony był na ogromnym balkonie.
Lilith zatrzymała się przy kamiennej barierce będącej linią końcową balkonu.
-O co chodzi ? Wyglądasz jakbyś była zdenerwowana. Zrobiłem coś nie tak ?
Serce Lilith biło jak oszalałe prawie że zagłuszając słowa Szatana. Lilith kontem oka zerknęła na święcący białym światłem Księżyc błyszczący na rozgwieżdżonym niebie.
-Nie. Nie chodzi o ciebie.
-W takim razie ? o co ci chodzi ?
Lilith cała zarumieniona położyła rękę na piersi.
-Jestem w ciąży ! ...
Szatan otworzył szeroko oczy, lekko uchylił usta i stanął jak wryty. Nie zrobił kroku, i nic nie powiedział. Po prostu patrzył na stojącą przed nim Lilith.
Aż w końcu oczy zaszły mu łzami, a on sam padł przed nią na kolana.
-Szatan. Co ci się stało ?
Spytała zatroskana Lilith. Szatan klęczał na ziemi wylewając łzy na posadzkę.
-Nic ... cieszę się ... cieszę się jak głupi.
Szatan objął Lilith w pasie, i delikatnie przytulił się do niej.
-Ja ... Ja nigdy nie miałem prawdziwej rodziny ... wychorowałem się na ulicy. Dlatego ja ... ja ... ja się cieszę !
Po słowach Szatana, Lilith zaczęła szlochać razem z nim. Objęła rękoma jego głowę i starała się mówić bez załamywania głosu.
-Ja też się cieszę !
-Dziękuję ... że pozwoliłaś mi zostać ojcem !
Oboje płakali przez dłuższy czas. Aż szatan nie podniósł się z ziemi. Złapał delikatnie dłoń Lilith, i z oczami napuchniętymi od płaczu głosem pełnym ekscytacji powiedział.
-Powiedzmy o tym reszcie. Na pewno będą szczęśliwi !
-Chodźmy.
Wspólnie równym krokiem wrócili do sali balowej. Przy wejściu obserwowali ich Astaroth i Salomon, wyczekując ze zniecierpliwieniem tej pary.
Szatan i Lilith stanęli na środku sali uśmiechając się do siebie nawzajem.
-Przepraszam bardzo !
Szatan krzyknął doniosłym głosem zwracając uwagę wszystkich w sali. Kiedy wzrok wszystkich był na nich skupiony Szatan dodał.
-Będziemy rodzicami.
Nie była to głośna wiadomość, mimo to dotarła do wszystkich osób w sali.
W oczach Lucyfera pojawiły się łzy która szybko spłynęły po jego policzkach aż do kącików rozradowanych ust, uśmiechał się jednocześnie płacząc ze szczęścia. Nie zwracając uwagi na swoje łzy stanął przy przyszłych rodzicach. Obejmując ich jak małe szczęśliwe dziecko.
-Na pewno będziecie świetnymi rodzicami.
Para lekko zdezorientowana w końcu odwzajemniła uścisk chłopca. Do czego Lilith dodała.
-Lucyfer, nie płakałeś od naszego wesela.
Do uścisk dołączyła się Astaroth i Salomon stojący za plecami Szatana i Lilith, tak samo Baal ciągnący za sobą Dantaliona uścisnęli wszystkich.
Nagle Astaroth odsunęła się od wszystkich widząc przyszłość przed swoimi oczami. Fakt ten dostrzegł Lucyfer.
-Astaroth. Co widziałaś ?
Spytał z poważnym wyrazem twarzy ocierając twarz mokrą od łez.
-Brama Babilonu. Północ, otworzy się nad jakimś miastem.
-To wszystko ?
-Nie ... Widziałam dwa archanioły przy niej. I jednego Serafina.
Na twarzy Lucyfera do poważnej miny dołączył gniewny wzrok. Zagryzł lekko wargę. Po czym wydał rozkazy.
-Słuchajcie. Zbierzcie wszystkie wojska. Wszyscy mają mi się stawić przed bramą Izraela.
-Dobrze.
Potwierdzili wszyscy generałowi i zniknęli. Po za Szatanem trzymającym dłoń Lilith.
Podszedł do nich Salomon z Lucyferem który oznajmił im.
-Lilith, będzie chyba lepiej jeżeli zostaniesz w zamku.
Słowa Lucyfera, lekko ocuciły kobietę która odpowiedziała.
-Nie zgadzam się. Ciąża to nie choroba, po prostu założę gruszą zbroję.
Lucyfer patrzył na nią zdziwiony po czym przeniósł wzrok na Szatana.
-Szatan, przekonaj swoją żonę.
-Ale co ja mogę zrobić, jest uparta jak osioł. Nawet jeżeli obieca zostać, to i tak ucieknie by nam pomóc.
Lucyfer westchnął na tą sprawę, na jego ramieniu Salomon położył rękę.
-Niech idzie. Jest utalentowana więc się przyda. Lilith, chodź ze mną. Przygotuję cię do walki.
-Dobrze.
Odpowiedziała stanowczo, po czym spojrzała na Szatana, który wolno i delikatnie puszczał jej dłoń.
Kobieta poszła z Salomonem odprowadzona przez wzrok Szatana, który po tym jak zniknęła za zakrętem ruszył do swojej armii.
Gdy słońce zaczęło wschodzić nad horyzontem wszystkie wojska Lucyfera były gotowe do boju. A na ich czele stały najważniejsze i najsilniejsze demony.
W oddali widać było małą niebieską kropkę, na pomarańczowym tle nieba na które wschodziło słońce.
Lucyfer odwrócił swą twarz do swoich ludzi. Mimowolnie zwrócił wzrok ku Lilith, rozmawiającą wesoło z Astaroth.
Mam nadzieję że nic złego się nie stanie, powtarzał sobie w myślach, patrząc ślepym i zaspanym wzrokiem.
Od tyłu dość mocno klepnął go w plecy Szatan.
-Nie martw się tak.
Wsparł go Szatan. Po chwili Baal również klepnął Lucyfera w plecy.
-Słuchaj Szatana. Musisz być skupiony.
Baal dodał parę słów do rozmowy. Kiedy Lucyfer ze złością obrócił się do mężczyzn, oni byli uśmiechnięci jak nigdy, co nie pozwoliło Lucyferowi się złościć.
-Nie martwię się ...
-W ogóle.
Odparł Szatan, czochrając ręką jego ciemne włosy.
Do rozmowy przyłączył się Dantalion, pełen ekscytacji z powodu jego pierwszej dużej walki, na którą specjalnie ubrał lekką czerwoną zbroję.
-Kiedy ruszamy ?
Spytał podekscytowany. Szatan zdjął rękę z głowy Lucyfera, który miał odpowiedzieć, chłopakowi jednak że wyprzedził go Baal.
-To ty też idziesz ? Nie za wcześnie ?
Na twarzy Dantaliona pojawiła się irytacja wywołana ignorancją Baal'a.
-No pewnie ! Szatan powiedział że mogę iść.
Odparł dumnie. Po jego słowach, Baal spojrzał na Szatana, który miał minę niczym kot który po stłuczeniu czegoś próbuje się wymigać. Po kilku sekundach ze wzrokiem Baal'a na swojej twarzy, Szatan się przełamał.
-No dobra. Pozwoliłem mu walczyć, chłopak jest silny, i ma talent. Po za tym Lucyfer i tak nadał mu już tytuł generała.
Baal przeniósł swój wzrok na Lucyfera z identycznym wyrazem twarzy jak ten Szatana.
Ale Baal wiedział że jego wzrok nie zadziała na Lucyfera, więc zaprzestał penetrowania go wzrokiem.
Dantalion z każdą minutą niecierpliwił się co raz bardziej, aż w końcu spytał w prost Lucyfera.
-Dlaczego jeszcze nie zaatakowaliśmy tej bramy ?
-To proste. Nie ważne jak mocno uderzył w tworzącą się bramę, nie zniszczysz jej bo du puki ta nie zakończy swojej budowy, to nie będziemy w stanie jej dotknąć.
-Ile to może potrwać ?
-To kwestia godzin. Jak na razie widziałem tylko trzy Bramy, z czego jedna była wbudowana w wieżę Babel. Ale za raz wyruszamy, musimy powitać gości.
Lucyfer przyznał z uśmiechem skierowanym do Dantaliona.
Armie z Lucyferem na czele po kilku minutach ruszyły w stronę prawie już ukończonej bramy. Dotarli do niej nie by wale szybko, a więc czekali w pół kilometrowej odległości od drzwi bramy.
Brama zaczęła nabierać wyrazistych kolorów. Aż w końcu zaczęła się wolno otwierać. Wszyscy byli w pełnej gotowości, by przyjąć istoty z drugiej strony bramy.
Na twarzy Dantaliona ciągle królował uśmiech wywołany ekscytacją.
Kiedy brama została otwarta na oścież, wylały się z niej anielskie legiony.
Dantalion bez ostrzeżenia zaczął palić pierwszą linię wrogów, jego nagły atak dał znak pozostałym by ruszyli do boju.
Lucyfer, stał z tyłu i zbierał energię, gdy w końcu zdobył jej wystarczającą ilość ruszył z miejsca.
Nie zważając na wrogów przed nim, nawet nie zwrócił uwagi na 2 archanioły który wyłoniły się z bramy.
Lucyfer zatrzymał ruchy obu archaniołów, po czym zamknął siebie i bramę w ogromnej bańce.
Położył rękę na drzwiach, a z pod jego ręki wyszło czarne pęknięcie, które w krótkim czasie rozniosło się po całej bramie, aż co raz większe jej fragmenty zaczęły odszczepiać się od całości. Archanioły Michał władający mieczem, i Kamael uderzający w barierę strzałami z łuku, mimo to bariera Lucyfera, nawet nie słabła. Za to Brama była już nie do użytku, i w przeciągu Minuty pozostały po niej jedynie gruzy.
Gdy brama runęła, Lucyfer był bardzo osłabiony. Jego fioletowa bariera była co raz to bardziej matowa. Bariera pękła, Kamael miał już uderzyć osłabionego Lucyfera mieczem, kiedy jego uderzenie zostało sparowane nożem Baal'a.
A archanioł czasowo sparaliżowany magią Astaroth, i zaatakowany piorunem Szatana. Odleciał w stronę swojego towarzysza.
Między czasie Baal przeniósł siebie i Lucyfera na ziemię, gdzie Lucyfer mógł odpocząć.
-Odpocznij sobie. My zajmiemy się resztą.
Baal polecił Lucyferowi, po czym odwrócił się by wrócić na front.
Za rąbek jego ubrania chwycił Lucyfer.
-Baal. Dziękuję ...
Powiedział lekko zażenowanym głosem, co wprawiło Baal'a w radość.
-Nie ma za co.
Odparł po czym zniknął. Lucyfer, westchnął patrząc w niebo gdzie jego armie walczyły z legionami aniołów.
Czuł swoją bezsilność, zużył tyle energii że nie jest w stanie się teraz ruszyć.
Michał odepchnął atakujących ich żołnierzy, w tym samym czasie Kamael naprężył cięciwę swego łuku i wystrzelił strzałę w kierunku Lucyfera.
Widział jak ta leci w jego stronę ale nie był w stanie nic zrobić, bał się pierwszy raz od wielu lat, mimo to, nie zamknął oczu, patrzył na strzałę która przyniesie mu śmierć ...
*
*
*
Ale w linie strzału rzuciła się Lilith tworząc po między sobą a Strzałą trzy ścianową barierę, ale strzała przebiła pierwsze 2 ściany. Pozwalając Lilith skupić swą moc na ostatniej ściance. Która po chwili pękła. Przebijając klatkę piersiową kobiety.
Lecz ta nie wypuściła strzały ze swojej piersi. Szeroko rozpostarła swoje skrzydła. I manipulując wiatrem zatrzymała strzałę w sobie aż ta nie straciła mocy.
Lilith, zaczęła wolno opadać, kiedy zbliżała się do ziemi. Lucyfer pobudzając swoje mięśnie małymi wstrząsami elektrycznymi, złapał ją nim ta rozbiła się o ziemię.
Położył ją ostrożnie na ziemi, z łzami w oczach, przyciskał jej ranę by ta nie wypuszczała więcej krwi.
-Lilith. Trzymaj się ! ... Zaraz cię uratujemy ... Astaroth ! Chodź tu !
Wrzasnął w stronę nieba, a u jego boku pojawiła się Astaroth.
-Co się ... Lilith !
Kobieta, klękła przy swej koleżance której krew wypływała z ust. Lilith, otworzyła oczy i skierowała twarz ku Lucyferowi i Astaroth, po czym osłabionym głosem powiedziała.
-Astaroth ... Lucyfer ... Nic ci nie jest ?
-Nic ! Dzięki tobie !
Kobieta uśmiechnęła się pomimo metalicznego smaku krwi w swoich ustach.
-To dobrze ...
-Dlaczego to zrobiłaś ?! Dlaczego mnie osłoniłaś. Przez to ... ty ...
-Nie martw się ... gdybyś umarł ... to było by kwestiom czasu kiedy my też byśmy zginęli ...
Z oczu Lucyfera nie kontrolowanie zaczęły lecieć łzy, które starał się ukryć. Widząc to, Lilith uśmiechnęła się.
-Jedyne czego żałuje, to tego że nie będę mogła powiedzieć swojemu dziecku że ... że je kocham. Że dziękuję za ... jego obecność pomimo że jest taki malutki ... że pozwolił mnie i Szatanowi cieszyć się ... i być jego rodzicami ...
Pod koniec swojej wypowiedzi, dziewczyna rozpłakała się do reszty.
-Powiedzcie Szatanowi że zawsze go kochałam ... i że ... że nigdy nie przestanę ...
Z oczu Lilith, po woli zaczęło uchodzić życie, z każdą sekundą były co raz bardziej matowe aż w końcu jej spojrzenie stało się całkowicie puste.
-Lilith ! Lilith ! Lilith !!!
Lucyfer wrzeszczał do dziewczyny starając się ją obudzić.
Astaroth stojąca za nim, wiedziała że od samego przyjęcia przez nią strzały, dziewczyna nie miała szans, ale nie była w stanie przekazać tego Lucyferowi. Płakała na równi z Lucyferem, ale ukryła swoją twarz w dłoniach.
Po kilku sekundach dołączyli do nich zmęczeni Baal i Dantalion. Oni bez pytań zaczęli płakać, stojąc za plecami Lucyfera, i Astaroth.
Astaroth,- dotknęła brzucha kobiety z żalem myśląc o jej nie narodzonym dziecku. Na jej twarzy pojawiło się zmartwienie, i zaskoczona mina.
-Odsuńcie się !
Rozkazała w jednej chwili. Rozdzierając zbroje kobiety, i jej szatę, odsłoniła jej brzuch na którym starannie wymalowana była pieczęć.
Wszyscy po za Astaroth patrzyli z zastanowieniem na pieczęć. Kiedy Astaroth, rozcięła podbrzusze kobiety i wyciągnęła z niej świecącą kule na zielono kule.
-Lilith otoczyła płód swojego dziecka barierą, do tego Salomon nałożył na niego barierę wzmacniającą.
Astaroth, patrzyła na kule w swoich rękach w której umieszczony był miesięczny płód. Miesięczny, pomimo iż Lilith zaszła w ciąże stosunkowo nie dawno. Zdaniem Astaroth jedynym logicznym wyjaśnieniem było to że demoniczne płody rosną szybciej.
Nagle pojawił się Szatan, cały poharatany i poraniony, dyszał ze zmęczenia klęcząc na ziemi.
-Ja ... zabiłem tego skurwiela ... tego co zabił Lilith.
Z oporem podniósł głowę by spojrzeć na swoich towarzyszy, dostrzegł trzymany przez Astaroth płód. I płacząc podszedł do kobiety.
-Czy to ... czy to ...
-To twoje dziecko.
Dokończyła za niego Astaroth, uśmiechając się jednocześnie plącząc.
-Ale. On nie przeżyje ... jest za młody by przeżyć po za łonem matki.
Słowa Astaroth były jak cios, prosto w brzuch dla wszystkich. Szatan zacisnął zęby, i położył rękę na barierze swej dłoni.
Lucyfer zdziwiony spytał.
-Co ty robisz ?
-Oddaję mu swoją energię życiową.
Odparł jak gdyby nigdy nic. Przelewając całą swoją energię w rozwijający się w barierze płód.
-Ale ty zginiesz !
-Nie obchodzi mnie to ! ... To moje dziecko ... mój syn, nie pozwolę mu zginąć. Jakim był bym wtedy ojcem ? ... Chcę robić dla niego wszystko co w mojej mocy, dać mu wszystko co mogę, chcę widzieć jak dorasta, cieszyć się razem z nim i cieszyć ... poznać jego pierwszą miłość ... ale jeżeli on umrze to nikt tego nie zobaczy, po za tym ... ja już i tak powinienem dawno zginąć ... A to ... to mój ojcowski obowiązek.
Słowa Szatana brzmiały odważnie i męsko. Ale nie był wstanie powstrzymać się od łez, spoglądał na ciało swojej żony kiedy opadał z sił, ni na chwile nie przestawał oddawać swojego życia synowi.
Padł na kolana z wyciągniętą ręką trzymającą barierę z co raz ro starszym płodem.
-Mam ... do was pytanie... jakie były ... ostatnie słowa Lilith ?
Zapadła cisza, którą przerwały słowa Lucyfera.
-"Powiedzcie Szatanowi że zawsze go kochałam, i że nigdy nie przestanę" ...
-Co za idiotka, zamiast martwić się o siebie, myślała o mnie ... Właśnie ...
Dziecko, po chwili zaczęło płakać zachwycając tym wszystkich nawet własnego ojca.
-Ej no ... malutki. Nie płacz. To ma być szczęśliwy dzień ... to w końcu twoje urodziny. Jeszcze tego nie wiesz ... ale ci ludzie tutaj, to twoja najbliższa rodzina. Wierzę że zaopiekują się tobą pod nie obecność moją i twojej mamy ... Kochani... dziękuję wam za wszystko...
Z ostatnimi słowami szatana, ten padł na ziemię, obok swej żony, łapiąc ją za rękę. Bariera Lilith zniknęła a dziecko o gęstej zielonej czuprynce wylądowało w ramionach Astaroth, która zerwała swoją pelerynę i owinęła nią noworodka. Uchylił on lekko powieki, odsłaniając zapłakane błękitne oczy odziedziczone po swoim ojcu.
Lucyfer, przez chwilę nie ruszał się ni centymetra, aż w końcu wyrwał w powietrze. Masakrując ciała wszystkich aniołów, po czym zabił drugiego archanioła.
Po spuszczeniu na ziemię deszczu krwi, sam opadł z sił i spadł prosto w objęcia Baal'a.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz