sobota, 17 października 2015

Szatan (Próba wody)

-Zebraliśmy się tutaj by zakończyć żywot tych heretyków !
Tłum słuchał uważnie każdego słowa wydobywającego się z ust kapłana. Od czasu do czasu spoglądając na ludzi za plecami kapłana który ciągnął dalej swoją przemowę.
 -Ci heretycy dopuścili zabijania księży ! i wykradanie czarownic sprzed sądu borzego ! Z tym szarlatanem na czele !
Ksiądz wskazał na mężczyznę o długich białych włosach spiętych w kucyk spięty na środku ciemieni. Patrzył na plecy kapłana swoimi błękitnymi oczami przypominające dwa jeziora
Mężczyzna uśmiechał się kiedy kapłan wskazywał go jako przywódcę grupy, co dodatkowo wkurzało księdza.
Do białowłosego podszedł rycerz i upewnił się że pętla na szyi mężczyzny jest dobrze zawiązana.
W okół jego szyi zawiązana była pętla z drugiej strony przywiązana do sporego i ciężkiego kamienia, który miał pociągnąć go na samo dno rzeki po zrzuceniu z urwiska.
Mężczyzna starał się nie przejmować swoim wyrokiem, wiele razy miał już okazję zginąć ale zawsze sam spadał na cztery łapy albo ktoś ratował go z opresji, bardziej martwił się swoimi kolegami który drżeli ze strachu.
 -Mam nadzieje że nie będziemy długo cierpieć ...
Wyszeptał pod nosem, wraz z końcem przemowy księdza. Kat rozkazał mu podnieść kamień, co od razu uczynił.
Rycerz popychał mężczyznę nad skraj urwiska, aż do momentu gdy ten zatrzymał się przed linią urwiska.
Z tego miejsca widział dobrze, wodę która stanie się jego grobem była mętna gdyż słońce rzadko do niej dochodziło, a w głębi rozkładały się wcześniej wrzucone ciała. Ksiądz podszedł do białowłosego który stał do niego bokiem, trzymając kamień przy piersi.
 -Czy chcesz w ostatnich chwilach swego życia powiedzieć coś bogu ?
 -Jedną rzecz. Jeżeli na prawdę istniejesz. To jesteś prawdziwym fiutem pozwalając na zabijanie kobiet, dzieci i mężczyzn.
Twarz księdza poczerwieniała wyraźnie pokazując jak to co powiedział biało włosy go wkurzyło.
 -A ty chodź, lecisz ze mną.
Oznajmił kapłanowi, uwalniając jedną rękę od ciężkiego kamienia i łapiąc za szatę księdza. Odchylił się do tyłu, pociągając za sobą kapłana z czego był niesamowicie dumny i zadowolony.
Ich ciała bezwładnie obracały się w powietrzu. Aż nie uderzyli o nieruchomą wodę.
Pętla na szyi mężczyzny zaczęła się zaciskać pod wpływem Kamienia na końcu liny. Złapał za nogę kapłana i ciągnął go za sobą. Uznał że marna walka o życie jest warta mniej od zabrania go osobie tak złej jak ten kapłan.
Kamień uderzył o dno, mężczyzna dalej zaciskał rękę na nodze kapłana starającego wypłynąć na powierzchnie.
Z jego ust uleciały resztki jak że to ważnego w tej chwili powietrza. Pętla zaciskająca się na jego szyi zaczęła sprawiać ból przy poruszaniu. Otworzył jak szeroko usta nie mogąc już wytrzymać, płuca po woli napełniały się wodą dławiąc przy tym człowieka który jednocześnie czuł się jakby oczy miały wyskoczył mu z orbit.
W uszach rozbrzmiewały mu głuche dźwięki, których nie mógł wytrzymać.
W myślał zaczął błagać, błagać o szybką śmierć. W tym czasie wypuścił kapłana którego już martwe ciało wypłynęło na powierzchnie.
Mężczyzna nie mógł już nic zrobić, jakikolwiek ruch nie był możliwy. Brak powietrza sprawił że jedyne co czuł to co raz wolniejsze bicie jego serca które po chwili się zatrzymało.

Mężczyzna szybko otworzył oczy i spojrzał w czyste błękitne niebo. Był cały mokry, i mimowolnie brał głębokie wdechy.
 -Co ... ja tu robię ?
Spytał sam siebie zaciskając dłoń na piersi. Wstał ostrożnie. I zobaczył czarnowłosego chłopca, przykrywającego się czarnymi skrzydłami wyglądał jakby miał zaraz wyzionąć ducha. Dyszał strasznie kiedy woda spływała po jego skrzydłach i całym ciele.
Biało włosy rozejrzał się dookoła nie było nikogo po za jego kolegami również całymi mokrymi, i spokojnie leżącymi na trawie. No i po za rozszarpanymi ciałami rycerzy, w których krwi leżały miecze i fragmenty zbroi. Mężczyzna przysunął się do chłopca z czarnymi skrzydłami.
 -Hej. Co tu się stało ?
Spytał kładąc dłoń na plecach chłopca. Ten podniósł wzrok, odetchnął i odpowiedział.
 -Nic ... po prostu wam pomogłem ... spodobała mi się twoja przemowa.
Przyznał z uśmiechem który pojawił się również na twarzy mężczyzny przed nim.
 -No to dziękuję ci za to. A tak w ogóle, wszystko z tobą w porządku ? Nie wyglądasz najlepiej.
 -Spokojnie. Nic mi nie jest. Po prostu nie umiem pływać i trochę ciężko było was powyciągać-Wyznał gdy jego oddech uregulował się dostatecznie-... Ej chwila. Nie ciekawią cię moje skrzydła ?
Mężczyzna spojrzał na chłopaka mówiącego o swoich skrzydłach, i z zamyśleniem odpowiedział.
 -Nie za bardzo. Chciałem o nie zapytać, ale uznałem że sam w końcu zaczniesz.
 -Heh. Jesteś dość zabawny.
Stwierdził Lucyfer po czym się roześmiał. Mężczyzna, zorientował się że jeszcze się nie przedstawił, no i wyciągnął rękę do czarnowłosego.
 -Jestem Arthur. Miło cię poznać, i dziękuję za uratowani nas.
 -Och. Ja jestem Lucyfer. I nie zrobiłem tego bez powodu.
 -O, a jaki to miałeś powód ?
 -Chciałem ci zaproponował zostanie jednym z moich generałów.
Arthur ucichł na moment i spojrzał intrygująco na Lucyfera.
 -Jesteś jakimś księciem ?
 -No ... nie do końca. Ale mam dość sporą armię, i dwóch generałów do pomocy. Chcesz zostać trzecim ?
Za plecami Lucyfera pojawił się Baal i Astaroth, klęknęli i Baal przemówił.
 -Panie Lucyfer we wsi znaleźliśmy dziewiętnaście aniołów, pozbyliśmy się wszystkich.
 -Ja się pozbyłam.
Wtrąciła się Astaroth mając złośliwy uśmiech na twarzy, z powodu poddenerwowania Baal'a.
 -Ja zabiłem 9 ...
Dodał Baal, po czym zamilkł.
Lucyfer powitał ich z uśmiechem.
 -Dobrze że przyszliście, to jest trzeci generał.
 -Ej, jeszcze się nie zgodziłem. Chociaż ...
Odparł Arthur, ale Lucyfer za niego dokończył.
 -Słyszałem za co się skazali, chyba mi nie odmówisz. Zajmujemy się tym samym co i ty, tyle że na większą skalę i z większą żołnierzy. Co ty na to ?
Arthur, spojrzał na Lucyfer, Astaroth i Baal'a, po czym odpowiedział.
 -W porządku. Co mam do stracenia ? przecież już utonąłem.
 -O no i już nie możesz nazywać, się Arthur.
 -Co ? Dlaczego ?
 -Nazywają nas Demonami, więc nie możemy posiadać ludzkich imion. Dlatego nazywać się będziesz "Szatan" !
W towarzystwie zapadła głucha cisza, którą przerwał hałaśliwy świerszcz.
Astaroth przerwała świerszczowi pytaniem do Lucyfera.
 -Serio ?
 -O co wam chodzi ? Szatan to dobre imię.
Baal odpowiedział na pytanie Lucyfera.
 -Zawsze wymyślasz dziwne imiona, z mojego wystarczy odjąć jedno "A"  I można mnie pomylić z imprezą towarzyską.
Kiedy Baal skończył Astaroth dodała.
 -Za to moje "Astaroth" jeżeli usuniesz parę liter wychodzi "Staro"
Lucyfer wyglądał na zestresowanego faktem że odkryto jak tworzy imiona, ale by tego nie pokazać spytał.
 -Ale co macie do imienia "Szatan" ?
 -Dodałeś po prostu "N" Bez tego wychodzi "Szata".
Stwierdził Szatan. Uśmiechając się, do przerażonego Lucyfera.
 -Czepiacie się, i tyle. Wasze imiona muszą być wyjątkowe, bo jesteście generałami. A po za tym, nie macie czegoś do roboty ? Baal, zrób zwiad dookoła wioski. Astaroth, zabierz Szatana do miasta i wyjaśnij jego rolę.
 -Tak.
 -Tak.
Oboje potwierdzili i zniknęli by wykonać swoje zadania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz