sobota, 17 października 2015

Salomon

Do kamiennego pokoju światło wpadało jedynie przez zakratowane okno umieszczone na ścinie tuż pod sufitem.
W świetle które przez nie padało Salomon czytał starą poniszczoną książkę. Podmuchy wiatru od czasu do czasu poczochrały jego blond włosy.
Z boku na na czerwonym fotelu siedział lucyfer pisząc pisząc coś w notatniku.
 -Co tam zapisujesz ?
Spytał uśmiechnięty Salomon podnosząc wzrok znad książki. Lucyfer przerwał chwilowo pisanie i odpowiedział Salomonowi.
 -Sam ostatnio mówiłeś bym zaczął pisać notatnik dla odprężenia.
 -Tyle że nie myślałem że mnie posłuchasz.
Salomon zachichotał pod nosem, patrząc z jaką starannością Lucyfer pisze w notatniku.
 -Miło będzie to później poczytać. Nazwę te notatniki ... Grimuary.
 -A więc będzie więcej niż jeden. Miło wiedzieć że masz jakieś zajęcie. Nie słyszałem żebyś zajął się czymś od wojny w Izraelu.
Salomon, zagiął stronę czytanej Książki i odłożył ją na bok.
Wrócił myślami do pierwszego spotkania z Lucyferem.
Siedział całkowicie sam w zamkowym lochu czytając książki w pół mroku, nie miał by nic przeciwko takiemu życiu gdyby nie spotkał Lucyfera.
Złożona przez niego oferta wyzwolenia Izraela spod rządów aniołów była nie do odrzucenia przez Salomona.
 -Wiesz. Cieszę się że pozwoliłeś nam tu zostać przez pewien czas.
 -Zbyt często to powtarzasz. Przecież nie pozostałeś mi nic dłużny. Wyzwoliłeś moich ludzi, no i dałeś mi oczy demona dzięki którym mogę czytać książki w każdym języku.
 -Tylko tyle mogłem dla ciebie zrobić, gdy odmówiłeś zostania 5 generałem.
Stwierdził Lucyfer, następnie wstał i siadł przy fotelu Salomona. Ten położył rękę na jego głowie i zaczął go po niej delikatnie głaskać.
 -Wiesz że nie mogę tego zrobić. Nie chciałem nigdy być królem a generałem tym bardziej. Chcę po prostu być poczciwym człowiekiem posiadającym wiele przyjaciół. Nie zależy mi też na wiecznym życiu, jestem gotowy umrzeć choćby w tej chwili, gdyż wiem że moi przyjaciele nigdy o mnie nie zapomną.
 -Jesteś głupi Salomon.
Stwierdził Lucyfer, przez co Salomon się roześmiał.
 -Pewnie masz rację.
Drzwi do pokoju otworzyły się a w progu stanęła Astaroth która została od razu przywitana przez Salomona i Lucyfera.
 -Lordzie Lucyferze. Chcę poprosić o zwolnienie z trenowania Dantaliona.
Lucyfer wstał z podłogi i od razu spoważniał.
 -Dlaczego ?
 -Chodzi o moc Dantaliona.
 -W końcu się pojawiła ?
Spytał podekscytowany. Astaroth, z lekko przerażoną miną odpowiedziała.
 -Tak, widziałam ją przed chwilą. Dantalion jest w stanie władać ogniem.
Lucyfer po wyjaśnieniu Astaroth był w stanie zrozumieć lęk na jej twarzy, i prośbę o zwolnienie.
Astaroth posiadała sporą awersję do ognia, od momentu gdy została spalona na stosie.
 -Dobrze, nie musisz już go uczyć. Tylko proszę poproś Szatana by zajął się jego treningiem za ciebie.
 -Dobrze.
Odpowiedziała, i wykręciła się na pięcie by wyjść, ale zanim to zrobiła jej ręka została złapana przez Salomona.
 -Astaroth. Musisz się trochę uspokoić.
Zalecił jej Salomon, po czym musnął delikatnie po policzku, uśmiechając się do niej swymi zielonymi oczami. Astaroth od razu odwzajemniła uśmiech.
 -Dziękuję.
Odpowiedziała i wyszła, w minimalnie lepszym stanie psychicznym.
Salomon zamknął za nią drzwi. Na swoich plecach wyczuł wzrok Lucyfera. Więc wolno się odwrócił.
 -Coś się stało ?
Spytał patrzącego na niego podejrzliwym wzrokiem Lucyfera.
 -Jak ty to robisz ?
 -Ale co ?
 -No to że jesteś taki energiczny jednocześnie nie będąc energiczny.
 -... Co ?
 -Na przykład, to że uspokoiłeś Astaroth swoim głosem i dotykiem.
Salomon ponownie roześmiał się przez słowa Lucyfera, obejmując swój brzuch. Kiedy przestał się śmiać, objął Lucyfera od tyłu i wyszeptał do ucha.
 -Przecież potrafisz to samo. Wiesz że rozmawiam często z Astaroth, Baal'em i Szatanem ? Czasem też z Dantalionem i Lilith. Opowiadali mi jaki to miły byłeś dla nich przy pierwszym spotkaniu. Bycie miłym dla przyjaciół to żadna filozofia, ale bycie miłym dla nowo poznanych osób to dopiero coś.
Salomon przechylił się do przodu i wraz z Lucyferem padli na podłogę wyłożoną książkami.
Lucyfer leżał sztywno pod Salomonem podpierającym się rękoma by nie upaść na chłopaka.
 -Co ty robisz ?
Spytał poirytowany Lucyfer.
 -Wybacz. Straciłem równowagę.
Rozbawiony ton Salomona jeszcze bardziej poirytował Lucyfera a ta bliskość zawstydziła go i sprawiła że się zarumieniła, co sprawiło że uciekł spod Salomona i opuścił pokój Salomona.


Lucyfer, otworzył duże drewniane drzwi prowadzące do jego łaźni. Po drodze do wanny zrzucił ręcznik zawiązany na biodrach zostawiając go na swojej wykafelkowanej drodze.
Ostrożnie znużył swoje nogi w ciepłej wodzie z której wydobywała się gęsta para. Zanurzył swoje całe ciało w gorącej wodzie, po czym szybko się wynurzył rozchlapując wodę.
 -Ale dobrze ...
Wymamrotał pod nosem. Oparł się o brzeg wanny i zadarł głowę wysoko głęboko oddychając.
 -Masz rację.
Stwierdził Salomon, siedzący po drugiej stronie wanny na przeciw Lucyfera. Lucyfer nie przerywając relaksu odpowiedział.
 -Co nie ? ... Salomon ?!
Krzyknął ze zdziwieniem. Otworzył szeroko oczy kiedy para zaczęła się przerzedzać, odsłaniając siedzących w wannie Salomona, Szatana, Dantaliona, Lilith, Baal'a i Astaroth.
Lucyfer rozglądał się po zebranych w jego dużej wannie.
W prawym boku wanny siedziała w kolejności od Lucyfera Astaroth, Lilith i szatan, a po lewej Dantalion i Baal.
 -Co wy tu wszyscy robicie ! Przecież to moja łazienka !
Astaroth zanurzona w wodzie aż po piersi rozmiaru F odpowiedziała na pytanie.
 -Salomon nas zaprosił.
 -Po co ?! Dlaczego do mnie ?!
Salomon rozradowany odpowiedział na pytanie Lucyfera.
 -Wydawałeś się zestresowany.
 -I myślałeś że to mnie odpręży ?!
 -Miałem taką nadzieje.
Przyznał Salomon, mimo iż Lucyfer dobrze wiedział że Salomon zrobił to dla zabawy.
Zarumienił się, i patrzył w wodę przed siebie. W ten podpłynęła do niego Lilith i spytała.
 -Co ci się stało w usta ?
Złapała Lucyfera za dolną w której lewym rogu widniał nie duży strup.
 -A ... to nic. Nie ważne. Odpowiedział, nie przejmując się bliskością Lilith i tym że ręka na której się podpiera umieszczona jest przy jego nogach.
 -Lilith, siadaj no tu. Tyłek ci widać.
Stwierdził szatan łapiąc Lilith za nogę i przyciągając do siebie. Astaroth patrząc na Lucyfera spytała go.
 -Znowu się czymś denerwujesz ?
 -Tak. Ale to nie ważne.
Salomon przyglądając się ich rozmowie z boku, obserwował uważnie zachowanie Lucyfera i z tego powodu wtrącił.
 -... A może porozmawiamy o imionach nadanych przez Lucyfera ?
W jego głosie dało się wyczuł ekscytację która zachęciła wszystkich do rozmowy.
Dantalion, patrzył ze zdziwieniem na wszystkich aż w końcu zdecydował się spytać.
 -O co chodzi z imionami ?
 -Widzisz Dantalionku, Lucyś dodaje do różnych słów kilka liter i tak nadaje imiona nowym demonom. Słyszałeś kiedyś o mniszku lekarskim ?
 -... chyba tak.
 -Jedna z jego nazw to Dandelion. Jeżeli zamienisz "de" na "ta" wyjdzie nam Dantolion. Czyli twoje imię.
Salomon wyjaśnił Dantalionowi dość szczegółowo powstanie jego imienia, przez co ten nieco wkurzony patrzył na Lucyfera.
 -A co do Lilith ? To jest akurat proste. Kwiat Lilia odcinamy "a" dodajemy "th" i mamy Lilith.
Salomon wyjaśnił tym razem na przykładzie Lilith.
 -Dantalion to męskie imię, a Lilith pasuje do włosów naszej Lilith. To bardzo dobre imiona. Co nie ?
W łaźni zapanowała cisza, która została przerwana przez głośnego świerszcz.
Baal przemówił przerywając świerszczowi.
 -Świerszcz Lucyfera ma racje. Ale nie możemy narzekać w końcu Lucyfer jest dla nas jak ojciec.
 -Mimo iż wygląda jak wasz młodszy brat.
Dodał Salomon do wypowiedzi Baal'a. Wszyscy po za Lucyferem zaczęli się chichotać. Szatan chichocząc spytał.
 -Właśnie Lucyferze. Dlaczego ciągle wyglądasz jak dziecko ? Najpierw myślałem że każdy dzieciak zamieniony w demona nie zmienia swojego wyglądu, ale Dantalion jest z nami od 2 lat, i ciągle rośnie.
 -A bo ja wiem ?
Odpowiedział zdezorientowany Lucyfer, co prawda nie przeszkadzał mu taki wygląd jaki posiada.
Kątem oka Lucyfer, dostrzegł ciężko oddychającą Lilith która wyglądała jakby miała zaraz zemdleć.
 -Ej, Lilith. Wszystko w porządku ?
Spytał z troską w głosie. Ta lekko otworzyła oczy i odpowiedziała.
 -Tak. Po prostu trochę kręci mi się w głowie.
 -Chodź, pomogę ci wyjść.
Zaproponowała Astaroth. Cała naga wyszła z wanny i wyciągnęła Lilith za sobą. Obie szły nago przez łaźnie odprowadzone jedynie przez wzrok Szatana.
 -Myślicie że chodzi o kobiece sprawy ?
 -Za pewne ...
Astaroth, otworzyła drzwi i przepuszczając Lilith przez drzwi lekko musnęła jej brzuch.
 -Lilith, ty...
Zanim Astaroth. Lilith zorientowała się że Astaroth odkryła jej sekret więc pociągnęła ją do pokoju Lucyfera.
 -Ciiii ! Astaroth.
Wyszeptała do kobiety za zamkniętymi drzwiami.
 -Ale ... Lilith ... od kiedy wiesz ?
 -Od kilku dni.
 -Powiedziałaś już Szatanowi ?
 -Nie jeszcze nie. Przez ostatnie dni był strasznie zajęty, więc nie chciałam mu przeszkadzać.
Astaroth stała jak wryta, po czym objęła Lilith w ramionach.
 -Tak się cieszę !
Wyznała przejętym głosem i łzami w oczach. Lilith odwzajemniła jej uścisk i stwierdziła.
 -Ja też. Ale ... stoimy całkiem nagie w pokoju Lucyfera ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz