Na placu w środku miasta zbierało się co raz więcej ludzi, wychodzili z najciemniejszych zakątków miasta by oglądać piękną kobietę o tali osoby przywiązaną do drewnianego słupa. Jej skóra miała piękny kawowy odcień za to włosy swoją czernią wkradały się w barwę ciemnego granatu. Głowę miała spuszczoną patrząc na swoje poranione stopy. Odziana była obdartymi szmatami na pulchnych piersiach rozmiar E i szerokich biodrach. Sznur na jej nadgarstkach ścierał jej skórę przy najmniejszym ruchu dłonią. W okół niej zaczęły zbierać się co raz większe tłumy gapiów, którzy rozmawiali o niej bez wstyd nie jakby była zwykłym kawałkiem mięsa. Przed kobietą stanął stary ksiądz za którego plecami czekało dwóch rycerzy, jeden z nich trzymał w dłoni płonącą pochodnie. Ksiądz złożył ręce do modlitwy i zaczął odprawiać rytuał. -Boże uwolnij tą niewolnicę, która dopuściła się obcowania z czarną magią ...- Kobieta słysząc słowa kapłana w złości jeszcze bardziej zaczęła mierzwić rękoma zadając sobie dodatkowy ból. W końcu jeden z rycerzy podszedł do stosu drewna na którym stała przywiązana kobietę i wcisnął w niego płonącą pochodnie. Stos szybko zajął się ogniem który z każdą chwilą co raz bardziej zbliżał się do kobiety. Zaczęła czuć gorąco pod swoimi stopami przez co zaczęła kopać w drewno pod nią, ogień stawał się co raz większy i wchodził co raz wyżej. Płomieni zaczęły ranić skórę kobiety, ale ta zaciskając zęby starała się nie krzyczeć. Ogień wspiął się po słupie aż w końcu objął swoimi językami całe ciało kobiety. Każdy centymetr jej ciała doznawał okropnego bólu. Włosy zostały spalone a skóra była dalej kaleczona. Kobieta nie mogąc już dłużej wytrzymać bólu zaczęła krzyczeć. Nie którzy gapi owie odwrócili wzrok od tego widoku, inni natomiast dokładali kobiecie win i podsycali ogień sianem. Ksiądz przez całą egzekucje mierzył w kobietę złotym krzyżem, aż ogień nie pochłonął jej doszczętnie. Całe jej ciało zostało spalone AŻ przypominało twardą rudę węgla. Gapi owie zaczęli się rozchodzić choć jeden z nich został. Zakapturzony ruszył pod prąd tłumu kierując się do zwłok kobiety. Wskoczył na spaleniznę, wdrapując się na szczyt do kobiety. Stanął na przeciw jej zwłok, delikatnie położył rękę na jej sercu które pod jego dłonią rozbłysło fioletowym światłem. Skóra kobiety zaczęła odzyskiwać swoją pierwotną barwę, włosy zaczęły odrastać, a ona odzyskiwać świadomość. Podniosła wzrok na człowieka który ją uratował, spojrzała na niego zapłakana. Jej złote oczy błyszczały pomimo pochmurnego dnia.
-J-Jak ty ? ...
Spytała roztrzęsiona nie wiedząc co ma robić. Jej wybawca położył jej palec na ustach dając do zrozumienia by nic nie mówiła. Oswobodził jej ręce z już i tak spalonej liny. Złapał za dłoń i pobiegł z nią w jedną z uliczek. Gdy znaleźli się w uliczce gdzie nikogo nie było zatrzymali się. Kobieta padła na kolana nie mogąc utrzymać się w pionie. Patrzyła człowieka ściskającego jej rękę, jakby bał się ją puścić.
-K-Kim jesteś ... ? Spytała. A zakapturzony człowiek zdjął kaptur z głowy uwalniając ciemne włosy. Odwrócił się do kobiety puszczając jej dłoń klęknął przy niej odpowiedział na jej pytanie.
-Jestem Lucyfer, a ty jak się nazywasz ?
Jego głos był tak miękki, a jego twarz tak dziecięca że można było go wziąść za dziecko.
-Jestem ... Asma.
Odpowiedziała, będąc zahipnotyzowana jego fioletowymi oczami. -Asma ? ... To po Arabsku ? To twoja pełna godność ? -Nie ... Asma Asija Takriti, to moje pełne przedstawienie...
Kobieta nie mogła zrozumieć swojej sytuacji, jeszcze przed chwilą płonęła na stosie, a teraz mówi o sobie jakiemuś chłopcu.
-Przepraszam ... ale jak to zrobiłeś ? ... jak mnie uratowałeś ? Spytała nie pewnie, załamując głos. Lucyfer wyglądał jakby zagłębił się we własnych przemyśleniach. -Cóż. Właściwie, to sama to zrobiłaś.
-Nie możliwe !
-A jednak. Żyjesz dzięki swojej rozpaczy, gniewie i własnej woli życia, która żyła w tobie nawet po twojej śmierci. To na prawdę nie zwykłe.
Wyjaśnił z nieustannym uśmiechem na twarzy. Kobieta położyła dłoń na swym brzuchu i powiedziała do chłopca.
-Ja ... tego nie rozumiem, ale ... byłam w ciąży i ... czy moje dziecko, żyje ?
Twarz Lucyfera posmutniała, aż spuścił wzrok na ziemię.
-Przykro mi ... jeżeli jeszcze się nie urodziło to nie możliwe by odczuwało gniew czy też nienawiść, które pomogły by mu...-
W słowo Lucyfera wtrąciła się Asma.
-Wystarczy ! ... Ci ludzie ... nie dość że okropnie mnie traktowali ... to jeszcze zabrali mi jedyne co mogłam kochać ... Asma zwinęła się mając twarz przy ziemi. Z jej oczu mimowolnie wypływały łzy, skapując na piasek. Lucyfer nie wiedział co ma w takiej sytuacji powiedzieć, więc przytulił płaczącą kobietę, po czym wyszeptał jej do ucha.
-Jak chcesz, to możesz się na nich zemścić. Słysząc to źrenice Asmy powiększyły się. A serce szybciej zabiło.
-Tak ... tego chcę. Odpowiedziała podnosząc się z ziemi. Lycyfer powstał razem z nią, łapał ją za dłoń i pociągnął w głąb uliczki. Wielokrotnie zakręcali by w końcu stanąć przed wielkim kamiennym kościołem. Lucyfer zwrócił się do Asmy.
-Wejdź tam sama, teraz masz siłę by walczyć i wygrać, powodzenia.
Zachęcił ją, po czym stanął za jej plecami. Kiedy ona przekroczyła próg kościoła. W środku nie było widać nikogo po za księżąmi siedzącymi przy ołtarzu. Asma pewnym krokiem ruszyła w ich stronę. A ci jak tylko ją ujrzeli zostali sparaliżowani przez strach.
-Nie możliwe !
Wykrzyczał ksiądz odprawiający jej egzekucję. W ten kobieta chwyciła za krzyż którym wcześniej mierzył w jej płonące ciało i wbiła mu go w żebra, rozpruwając klatkę piersiową. Przy użyciu krzyża poraniła również innych księża pozostawiając ich na skraju śmierci wykrwawiających się na przed ołtarzem. Drewniane ławy na życzenie Asmy zajęły się ogniem, po robieniu tego kobieta szybko wybiegła z budynku przed którym czekał Lucyfer. -Skończyłaś ? Słyszałem ich żałosne błagania. -Lucyferze powiedz mi. Dlaczego mnie uratowałeś ? Spytała pewnym tonem głosu. Lucyfer uśmiechnął się do niej, i odpowiedział. -Powodów było kilka, jednym z nich było to że nie mogłem pozwolić by taka piękna kobieta została brutalnie zabita. A drugim to że potrzebuję twojej pomocy. Wyznał patrząc w złote oczy Asmy.
-Jakiej pomocy ? -Wiesz może kto stoi za tym wszystkim ? Są to bestie o śnieżno białych skrzydłach, Anioły. Chcę byś zasiliła moje szeregi jako mój pierwszy generał. Co ty na to ?
-Co ? ... Ja ? Generałem ?
-Ano. Może tego nie wiesz ale masz naprawdę silnego ducha. A więc Asme, czy zgodzisz się zostać pierwszym generałem moich wojsk ?
-... Dobrze. Zrobię to jako podziękowanie, za uratowanie mnie.
-Wspaniale ! Tylko przyda ci się nowe imię ... co powiesz na Astaroth ?-Spytał uradowany Lucyfer na tle płonącego kościoła
-A, fakt. Powinniśmy się stąd zbierać.
Asme kiwnęła potakująco głową, i dodała.
-Astaroth ... to dobre imię.
No, no takiego dobrego się nie spodziewałam :D Lece czytać kolejne
OdpowiedzUsuń