Na przeciw kobiety stało ośmioro mężczyzn. Ten na przodzie ubrany był w czarny płaszcz a w ręce zaciskał drewniany kostur zakończony metalowym krzyżem.
Za jego plecami stali uzbrojeni żołnierze każdy z nich dzierżył tarczę z wymalowanym czarnym krzyżem i miecz spoczywający w pochwie.
Kobieta wyglądała na przerażoną rozmawiając z mężczyznami. Widać było wyraźną sprzeczkę. W oczach zaczęły gromadzić się łzy a w gardle brakło śliny. Kobieta w końcu została przepchnięta przez mężczyznę który skierował się w stronę jej domu. Kobieta próbowała go zatrzymać ale została pochwycona przez jednego z rycerzy.
Chłopiec martwiąc się o swoją mamę wybiegł z domu, za co od razu został uderzony przez mężczyznę w płaszczu.
-Ty paskudny heretyku!
Krzyknął patrząc pogardliwie na chłopca.
On umorusany podniósł wzrok na mężczyznę i zrozumiał kim on jest, to był jeden z tych ludzi o których mówiła mu mama "ksiądz". Długi kostur powędrował do góry by ponownie uderzyć w dziecko, lecz w ten z uścisków wyrwała się jego matka i odepchnęła księdza zasłaniając swojego synka.
-Zostawcie go! On nic nie zrobił!
Wrzeszczała ślepo tuląc swoje dziecko. W tym czasie ksiądz odzyskał równowagę i w gniewie zaczął okładać plecy kobiety stalowym krzyżem. Kobieta w cierpieniu zaczęła płakać, słone łzy spływały po policzkach, spadając na twarz chłopca.
Ksiądz w końcu opanował swój gniew, spojrzał na okaleczone plecy kobiety prychnął na ich widok.
-Zróbcie z nią coś ! Najlepiej zabijcie.
Żołnierze na rozkaz ruszyli zwarcie do kobiety i siłą oderwali ją od dziecka, nie będącego w stanie się ruszyć.
Kobieta została odciągnięta na bok, jeden z rycerzy wyciągnął długie błyszczące w promieniach ostrze, i przebił nim brzuch kobiety, z jej ust zaczęły wypływać znikome ilości krwi. Po tym jak ostrze zostało wyciągnięte z jej wnętrzności, skierowała ona wzrok w stronę swojego przerażonego dziecka, wbiła palce w wysuszoną glebę i ostatkiem sił starała się do niego przysunąć. Jej oprawcy spoglądali na nią bezlitośnie spod żelaznych hełmów, aż ta wydała z siebie ostatnie westchnienie a z jej ust wyszło ostatnie wyszeptane słowo zaraz po którym odeszła.
Jej syn przyglądał się całemu zajściu nie mogąc ruszyć się nawet o centymetr, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa.
Obraz z przed jego oczu stał się mętny a w uszach słyszał szum pokrótce w jego twarz uderzono ponownie krzyżem. Ksiądz spojrzał na bezwładne ciało kobiety i rzucił w jej stronę.
-Cholerne heretyczka-Pocierając przy tym ramię które obiło się przy popchnięciu przez kobietę-Spalcie czym prędzej tę chatę!
Nakazał ksiądz wracając wzrokiem do swojej ofiary. Do oczu chłopca zaczęły napływać łzy, był zdezorientowany i wystraszony, serce waliło mu jak oszalałe. Swój wzrok przenosił nerwowo z księdza na rycerzy rozniecający pochodnię, którą wrzucili do jego domku. Ogień szybko się rozprzestrzenił zajmując wszystkie meble. Szyby pod wpływem gorąca zaczęły pękać jak bańki wodne. W krótkim czasie z domku buchały języki ognia, którym wszyscy się przyglądali. Chłopiec zaczął powolnie się wycofywać, planując uciec jak najdalej, ale nie umknęło to księdzu który szarpnął go za ubranie. Uśmiechnął się szaleńcze wołając do rycerzy.
-Wrzućcie go w ten ogień!
Ci śmiejąc się pod nosem przejęli chłopca który szarpał się i miotał we wszystkie strony.
-Niee! Zostawcie mnie! Nieee!
Krzyczał do nich, na daremno wyrywając się z ich uścisków. Im bliżej ognia tym chłopiec głośniej krzyczał i miotał. W pewnym momencie frustracja w jego sercu osiągnęła limit.
Zaprzestał szarpaniny, zwęziły się jego źrenice imitując oczy kota. W zaledwie sekundy rozszarpał wszystkich trzymających go mężczyzn, zostawiając po nich krwawe ślady na ziemi i na sobie. Ksiądz nie wierzył w to co widzi, skamieniał obserwując płaczącego chłopca pokrytego krwią aż do kolan. Chłopiec skierował swój wzrok na kapłana zżeranego przez strach, wolnym krokiem podszedł do niego i płynnym ruchem dłoni złamał jego rękę. Ksiądz wrzasnął z bólu i padł na klęczki rozpoczynając modlitwę. Chłopiec stojąc przed kapłanem nie mógł przestać płakać, nie powstrzymywało go to jednak przed wyrwaniem serca z piersi kapłana. Chłopiec przez chwile obserwował mięsień w swojej ręce z którego wylewały się resztki krwi. Wyrzucił serce przed siebie, a ciało kapłana rzucił w żarzące płomienie. Kiedy ciało księdza było palone przez płomienie, dziecko podeszło do swej martwej matki. Jej oczy były szeroko otwarte patrząc ślepo w swojego syna. Który klęknął przy nie, delikatnym ruchem dłoni opuścił jej powieki, po czym objął i szlochając ściskał ją w uścisku.
Dookoła chłopca zaczęły opadać czarne pióra z jego gęsto opierzonych czarnych skrzydeł, którymi opatulał siebie i matkę, po dłuższym czasie wziął swą matkę na ręce. I ruszył do lasu, zatrzymał się dopiero na klifie, nie wiedząc ile zajęła mu wędrówka do tego miejsca, ile kroków przebył czy ile osób go widziało. Ostrożnie położył ciało swej mamy na miękką trawę, a sam padł na kolana gołymi rękoma kopał dla niej grup. W tle słychać było głośne szumy fal rozbijających się o kamienne ściany.
Gdy chłopiec pochował ciało swej matki, nie był w stanie podnieść się z kolan. Wpatrywał się w zachodzącego słońce, aż w końcu ponownie się rozpłakał. Starał się ocierać każdą łzę spływającą z jego oczu swoimi poranionymi i brudnymi dłońmi, jednak wiele z nich spadło na grób kobiety
-To za ... wcześnie ... Mamo... pomocy.
Jęczał przypominając sobie twarz swojej matki która zawsze mówiła mu że wszystko się ułoży, że nie pozwoli by ktokolwiek go skrzywdził i słowa które najbardziej zapadły w jego pamięć.
"Dzieci są naszą nadzieją na lepsze jutro, jednak ty jesteś nie zmienisz jutra, masz szanse zmienić każdy następny dzień, nie martw się jeśli coś nie pójdzie po twojej myśli bo nie to jest najważniejsze, zrób co w twojej mocy. Proszę"
Otworzył szeroko oczy patrząc gniewnie na horyzont, słońce już zaszło a w ciemnościach odznaczał się jedynie fiolet jego oczu.
(Autor nie obrazi się za komentarze)
Ogólnie nastrój opowiadania (i pomysł przede wszystkim) świetny nietuzinkowy, ale czasem gubisz znaki interpunkcyjne i to wiele psuje.
OdpowiedzUsuń"On umorusany podniósł wzrok na mężczyznę i zrozumiał kim on jest, to był jeden z tych ludzi o których mówiła mu mama "ksiądz" - po słowie "jest" powinna być kropka, a przed księdzem myślnik i według mnie, bardzo by to poprawiło takie trzymanie w napięciu (nie chcę wytykać błędów, po prostu wyrażam swoją opinię. W końcu każdy popełnia błędy).
Ogólnie świetne pomysły masz na opowiadania (kochamy klimaty demonów <3 ~~)
Jakieś przemyślenia do sytuacji też by były świetne.
Koniec wzruszył bardzo.
Weny ~~
Bardzo mi się spodobało, ale masz dużo powtórzeń, które rażą mnie po oczach. Zbyt często używasz słów"matka","chłopiec","kobieta". I coś, co jako humanistę zabiło mnie zupełnie. "Grup". Na szczęście w następnym zdaniu już było"grób", więc wierzę w to, że ten byk jest poprostu wpadką ;) Cóż jeszcze...? Przed "że" dajemy przecinki! XD Nie martw się, ja sama przez cały czas piszę"mimo, że" xD Ale koniec tych "złych" rzeczy ^^ Fajny pomysł, będę śledzić twe poczynania ^^
OdpowiedzUsuń